En face
Krzysztof Mądel SJ

Jak uratować euro

Tagi: budżet, ekonomia, euro, finanse, polska, ue

2012-05-17 10:20, Społeczeństwo

 

Boston Consulting Group (BCG) stoi na stanowisku, że euro można uratować przez stworzenie europejskiego funduszu oddłużeniowego (EFO). Polacy powinni przyklasnąć tej idei. Złoty, którym się posługują, leci na łeb na szyję już przy drobnych zmianych wartości głównych walut, a złudna amortyzacja antykryzysowa, na jaką w czasach standardu bimetalicznego liczyły państwa emitujące własną chybotliwą walutę, dziś, w czasach globalnych sieci finansowych, wszystkim odbija się czkawką i w ostatecznym rachunku niszczy gospodarkę.

Frank Hutten-Czapski i Daniel Stelter, obaj z BCG, podają w swoim krótkim tekście suguestywną alegorię, którą warto zapamiętać (Jak uratować stefę euro?, Rzeczpospolita 15 maja 2012). Gdyby obecne zadłużenie państw UE, średnio wynoszące 80% PKB (w Grecji 120%), obniżyć do dających się ekonomicznie zaakceptować 60% PKB i zamienić na monety jednoeurowe, to na każdego Europejczyka przypadłoby po 85 kg tego złego długu, w sumie równego masie 462 „Tytaników”. Resztę, czyli kolejne 1848 „Tytaników”, najprawdopodobniej udałoby się już jakoś spłacić.

Nadmierny, przekraczający możliwości danego kraju dług publiczny jest zły nie tylko dla tego kraju, ale także dla jego partnerów i sąsiadów, więc niezależnie od wszystkiego oni także muszą uporać się z tym długiem. Na wspólnym europejskim rynku ten imperatyw w równym stopniu winien być kwestią solidarności jak instynktu samozachowawczego i z tego właśnie powodu propozycja BCG nie do końca wydaje się trafna. Jaką bowiem możemy mieć gwarancję, że nowy europejski mechanizm ratunkowy nie ulegnie tym samym politycznym nowotworom, jakie od lat toczą budżety żyjących ponad stan Greków, Włochów i Hiszpanów?

Hutten-Czapski i Stelter mają rację, twierdząc, że fundusz solidarnościowy Starego Kontynetu mógłby się cieszyć nieporównanie większym zaufaniem niż samotny bank centralny takiego utracjusza jak Grecja, nie tyle z racji skali, co z racji towarzyskich. W tych dniach wszyscy widzimy, że w Grecji bardzo trudno znaleźć reprezentację polityczną, w której znalazłaby się także ktoś, kto umiałby przekonać pozostałych, że życie ponad stan zawsze źle się kończy, więc nigdy nie wolno go wpisywać do budżetu państwa, tymczasem na forum europejskim takich gospodarnych osób (i państw) nie brakuje, można zatem przyjąć, że ich wartości stałyby się koniecznym elementem EFO.

Ale żeby pomysł EFO mógł się udać, klienci EFO muszą wyznawać identyczne wartości, jak jego twórcy, a tego Hutten-Czapski i Stelter nie gwarantują i chyba nie wiedzą jak to zrobić. Uważam zatem, że wznoszenie EFO lub podobnych struktur powinna poprzedzić poważna praca edukacjyna adresowana do polityków i obywateli, której celem byłoby upowszechnienie minimalnej choćby wiedzy z zakresu ekonomii politycznej.  Zastępowanie standardu bimetalicznego standardem trzeźwego myślenia w głowach elit politycznych i finansowych trwało całe wieki, prawdę powiedziawszy trwa do dziś, ale obywatele przywykli do internetu i bankomatów powinni tę lekcję odrobić szybciej, sami przecież wiedzą najlepiej co dzieje się z ratami ich kredytów, giełdą, cenami paliw i energii, a nawet kto i dlaczego wygrywa wybory u dalekich sąsiadów. Czas, żeby te fakty zaczęli poprawnie łączyć.

Autorzy z EFO byliby cokolwiek bardziej wiarygodni, gdyby w kilku słowach wyjaśnili, że nie każdy dług publiczny rzędu 60% PKB znaczy to samo. Ta różnica jest zresztą bodaj główną przyczyną naszych obecnych trudności. Dług przejadany w postaci dopłat do emerytur i rat za stare długi konsumpcyjne to nie to samo, co dług wydany (choćby częściowo) na badania i rozwój czy modernizację administracji i infrastruktury. Problem największych europejskich utracjuszy polega na tym, że ich rządy i obywatele udają, że tej różnicy nie widzą, a także na tym, że kraje pozbawione wiedzy, innowacji, technologii i inteligentnej administracji zadłużają się tak, jakby były bardziej muskularne od Niemiec. Edukacja ekonomiczna obywateli musi uwzględnić wszystkie te niuanse nie tylko dlatego, że suchy dogmat o nieprzekraczalności 60% PKB części opinii publicznej może wydać się nieżyciowy i nieznośny, ale przede wszystkim dlatego, że w każdym państwie najlepszym stróżem odpowiedzialnego rządów jest obywatel, który wie dlaczego rosną koszty obsługi jego własnych kredytów i jaki ma to związek z zawartością urny wyborczej. Nie tylko w jego własnym kraju.

Komentarze (10)

~Trydent

2012-05-17 10:50

Pojawia się tylko pytanie po co ratować coś co nie ma prawa, możliwości, ani potrzeby istnieć?



Marek Bielecki

2012-05-17 11:13


Tekst nie ma związku z wiarą, Bogiem lub religią.



Krzysztof Mądel SJ

2012-05-17 11:15

@ Bielecki
Jeśli wiara, Bóg i religia nie mają nic wspólnego z życiem, to ma Pan bezwzglądnie rację. Na szczście nie jest to pogląd katolicki.



~Barnaba

2012-05-17 12:21

Boston Consulting Group (BCG) stoi na stanowisku, że euro można uratować przez stworzenie europejskiego funduszu oddłużeniowego (EFO).


Kolejni socjaliści przebrani za kapitalistów.

Stwórzmy europejski fundusz oddłużeniowy (EFO), a za parę lat będziemy tworzyć jakiś europejski fundusz restrukturyzacyjny dla ratowania europejskiego funduszu oddłużeniowego i tak wkoło Macieju. Poza tym, nawet jeśli przyjąć taki model za skuteczny, w co szczerze wątpię, to pytanie czy cała ta zabawa jest słuszna z moralnego punktu widzenia. Czy czasem pod płaszczykiem solidarności międzyludzkiej nie kryje się chęć zachowania wpływów i status quo?



Krzysztof Mądel SJ

2012-05-17 13:19

Zgadza się. Tak brzmi najpoważniejsza wątpliwość odnośnie tego pomysłu. Wyżej starałem się wykazać, że można ją rozwiać, ale jest to trudne. Warto się jednak zastanowić jaka jest alternatywa. Grecja poza euro, a potem inni południowcy? To oznacza, że ich długi nigdy nie zostaną spłacone, bo powrót do drachmy czy liry z konieczności zakłada stałą utratę wartości tej waluty, a to coraz bardziej podnosi koszty obsługi zadłużenia.
Solidarność nie jest czczym hasłem, ani zwyczajną sumą arytmetyczną. Jest nową jakością. W tym wypadku są spore szanse na to, że EFO miałby równie przejrzyste podstawy prawne i równie wiarygodny zarząd jak EBC, a to byłaby poważna zmiana jakościowa w stosunku do stanu obecnego. Problemem jest zatem dobre wykorzystanie tej zmiany przez ewent. klientów EFO. Mówiąc prościej, oni także muszą być solidarni. Przyjmując pomoc, muszą jej użyć do tego, na co ją przyjmują i na nic innego. W Grecji wytworzyłoby to nową jakość, wszak problem tego kraju polega głównie na tym, że publiczne środki były źle alokowane, niezgodnie z nominalnym przeznaczeniem.
Jeśli zgodzimy się, że poważne problemy ekonomiczne są przede wszystkim problemami moralnymi, zakorzenionymi nadto głęboko w kulturze, to ich rozwiązań nie należy szukać w samej ekonomii. Pod tym względem i chyba tylko pod tym względem EFO zasługuje na uwagę i tylko jako wartość łącząca dobre cechy różnych kultur ma szansę na powodzenie.



Krzysztof Mądel SJ

2012-05-17 13:28

@~Trydent
Nie znam ani jednego kraju na świecie, który byłby wrogo ustosunkowany do euro. Niech Pan zapyta szefów wszystkich poważnych banków, jak nazywa się druga waluta, którą trzymają w kasie i dlaczego cenią ją wyżej niż kiedyś Deutsche Mark. Na istnieniu euro zyskują wszyscy, oczywiście, najwięcej ci, którzy umieją się nim posługiwać, czyli rozliczać swoje produkty i usługi nie tylko u siebie, ale i daleko poza własnym krajem, a ci, którzy na tym tracą, tracą z powodu swego zaniedbań i lenistwa, nie z powodu samego euro.



~z Kujaw

2012-05-17 20:28

@Krzysztof Mądel SJ
Na istnieniu euro zyskują wszyscy,...
Czyli zdaniem Księdza tracą; Wielka Brytania czy też Norwegia i Szwjcaria.



~Barnaba

2012-05-18 16:22

@Krzysztof Mądel SJ
Faktycznie model EFO zakłada uczciwość i dobrą wolę każdej ze stron. To ze względów praktycznych jego najsłabszy element. Niestety.



~Krzysztof Mądel SJ

2012-05-18 20:48

@~z Kujaw
@~z Kujaw
Coś tracą, a coś innego zyskują, ale to zupełnie inna sprawa. Gdyby Polska leżała na Wyspach, miała brytyjskie kontakty handlowe, to byśmy wtedy trochę inaczej myśleli o złotówce, która wtedy byłyby funtem, ale tak nie jest. Bodaj w trakcie drugiej kadencji Blaira rząd brytyjski rozważał przyjęcie euro. Gordon Brown, wtedy Chancellor of the Exchecker, przygotował obszerny raport, w którym przeważyły argumenty przeciw.
Korona Duńska to zupełnie inny problem, istnieje bez wyraźnego powodu ekonomicznego, po prostu Duńczycy jej chcą, bo im się wydaje, że coś na tym zyskują.
Frank szwajcarski to jeszcze inny problem. Frank jest o 40 proc. przewartościowany w stosunku do dolara (złotówka mniej więcej tyle samo jest niedowartościowana w stosunku do dolara), a to przy bardzo specyficznej gospodarce federacji szwajcarskej daje pewne atuty. Z grubsza można przyjąć, że one przeważają nad stratami. W tej sprawie nie ma jednoznacznych opinii w odniesieniu do całej gospodarki szwajcarskiej.



~z Kujaw

2012-05-18 22:44

Podstawowy tandem walutowy, to jednak USD z EUR - takie mam przekonanie.



Dodaj komentarz
Podaj swój nick lub zaloguj się

Ile nóg ma kot? (słownie, małe litery)...

Poczta Polska

O autorze bloga


Tekstów: 72, komentarzy: 83

Nawigacja

Strona główna
Krzysztof Mądel SJ - blog


e-mail/login:
hasło:
zapamiętaj


Załóż konto | Odzyskaj hasło


Najnowsze wpisy  

Więcej...

Ostatnio komentowane

Najpopularniejsze

Nowe komentarze blogera

Zobacz wszystkie...


Tagi
EWANGELIARZ  KOŚCIÓŁ  JAN PAWEŁ II  PRAWO  BIBLIA  MEDIA  UE  BUDŻET  PAŃSTWO  POLSKA 

Więcej...


 

O nas | Kontakt | Regulamin serwisu | Usuwanie komentarzy | Konto bankowe fundacji | Fundacja Areopag XXI (c) 2010 - 2012